Ma swoją Dolinę Królów Egipt, ma Królewską Dolinę pałaców i ogrodów Dolny Śląsk.
U podnóża Karkonoszy, w widłach Łomnicy, Jedlicy i Bobru, wśród łagodnych wzgórz z widokiem na nieco frywolną sylwetkę Gór Sokolich, harmonijnie wkomponowane w otaczającą przyrodę, leżą niezwykłej urody pałace. One właśnie stały się celem naszej wycieczki, będącej nagrodą za udany występ w Olimpiadzie Krajoznawczej Dolnego Śląska. Mieliśmy zobaczyć tylko niektóre z obiektów w naturze, większość – w miniaturze.
Minąwszy górującą nad trasą i miasteczkiem wieżę bolkowskiego zamku i sąsiadujące z nim Świny, dotarliśmy do Wojanowa. Kremowy, z ceglastymi akcentami pałac bajkowo prezentował się na tle świeżej zieleni. Rajski nastrój psuła jedynie świadomość, iż na nocleg w tym cudeńku trzeba wydać – bagatela – kilkaset złotych. Zadowoliliśmy się więc spacerem po parku autorstwa P.J.Lenne – ogrodnika-wizjonera, wirtualną herbatką w herbaciarni i widokiem przywracanego do dawnej świetności Pałacu w Łomnicy, po czym ruszyliśmy do Mysłakowic.
Oba pałace – wojanowski i mysłakowicki – wiąże osoba króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma III i angielski neogotyk Tudorów. Bywał tu z wizytą car Mikołaj I ale także spokrewniony z Hohenzollernami namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego, książę Antoni Radziwiłł, właściciel pobliskiej Ciszycy. Przed wojną bram pałacu w Mysłakowicach strzegły kilkumetrowej wysokości szczęki wieloryba grenlandzkiego, dziś, wydobyte ze stawu, można podziwiać w Mysłakowickim Domu Kultury.
W Mysłakowicach można poczuć się trochę jak w austriackim Zillertal, a to za sprawą domków tyrolskich z charakterystycznymi balkonikami obiegającymi drewnianą część mieszkalną. Domki te zostały zbudowane przez religijnych uchodźców z Tyrolu w XIX wieku.
Z Mysłakowic ruszyliśmy do Kowar – miasta słynącego z dywanów, sztolni pozostałych po kopalni uranu oraz Parku Miniatur. Dzięki determinacji i pomysłowi właściciela – Pana Mariana Piaseckiego – można tu obejrzeć około 40 obiektów z Dolnego Śląska. Są więc pałace z Karpnik, Wojanowa, Mysłakowic, Łomnicy, Bożkowa, zamki Czocha i Książ, dusznicka papiernia, świątynia Wang, a także schronisko Samotnia i kamienisty szczyt Śnieżki. A wszystko odtworzone z wielką precyzją i dbałością o detal. Dzieci niewidome mogły, dzięki uprzejmości właściciela, oglądać wszystkie te obiekty, dotykać dachów, kopuł, gzymsów, murów, sprawdzić jak wyglądają wieże krzeszowskiej bazyliki i balkony domów tyrolskich. Ten Dolny Śląsk w pigułce już wkrótce wzbogaci się o wrocławski ratusz.
Po tej sporej dawce wrażeń wszystkim należał się odpoczynek w mysłakowickim parku u stóp kościoła z pompejańskimi kolumnami i nieco strawy, tym razem jak najbardziej realnej.
Jeszcze tylko rzut oka na pałac w Karpnikach, pożegnanie z Sokolikami i powrót do Wrocławia. A dolinę na pewno jeszcze odwiedzimy, przecież tyle zostało do zobaczenia...
Minąwszy górującą nad trasą i miasteczkiem wieżę bolkowskiego zamku i sąsiadujące z nim Świny, dotarliśmy do Wojanowa. Kremowy, z ceglastymi akcentami pałac bajkowo prezentował się na tle świeżej zieleni. Rajski nastrój psuła jedynie świadomość, iż na nocleg w tym cudeńku trzeba wydać – bagatela – kilkaset złotych. Zadowoliliśmy się więc spacerem po parku autorstwa P.J.Lenne – ogrodnika-wizjonera, wirtualną herbatką w herbaciarni i widokiem przywracanego do dawnej świetności Pałacu w Łomnicy, po czym ruszyliśmy do Mysłakowic.
Oba pałace – wojanowski i mysłakowicki – wiąże osoba króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma III i angielski neogotyk Tudorów. Bywał tu z wizytą car Mikołaj I ale także spokrewniony z Hohenzollernami namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego, książę Antoni Radziwiłł, właściciel pobliskiej Ciszycy. Przed wojną bram pałacu w Mysłakowicach strzegły kilkumetrowej wysokości szczęki wieloryba grenlandzkiego, dziś, wydobyte ze stawu, można podziwiać w Mysłakowickim Domu Kultury.
W Mysłakowicach można poczuć się trochę jak w austriackim Zillertal, a to za sprawą domków tyrolskich z charakterystycznymi balkonikami obiegającymi drewnianą część mieszkalną. Domki te zostały zbudowane przez religijnych uchodźców z Tyrolu w XIX wieku.
Z Mysłakowic ruszyliśmy do Kowar – miasta słynącego z dywanów, sztolni pozostałych po kopalni uranu oraz Parku Miniatur. Dzięki determinacji i pomysłowi właściciela – Pana Mariana Piaseckiego – można tu obejrzeć około 40 obiektów z Dolnego Śląska. Są więc pałace z Karpnik, Wojanowa, Mysłakowic, Łomnicy, Bożkowa, zamki Czocha i Książ, dusznicka papiernia, świątynia Wang, a także schronisko Samotnia i kamienisty szczyt Śnieżki. A wszystko odtworzone z wielką precyzją i dbałością o detal. Dzieci niewidome mogły, dzięki uprzejmości właściciela, oglądać wszystkie te obiekty, dotykać dachów, kopuł, gzymsów, murów, sprawdzić jak wyglądają wieże krzeszowskiej bazyliki i balkony domów tyrolskich. Ten Dolny Śląsk w pigułce już wkrótce wzbogaci się o wrocławski ratusz.
Po tej sporej dawce wrażeń wszystkim należał się odpoczynek w mysłakowickim parku u stóp kościoła z pompejańskimi kolumnami i nieco strawy, tym razem jak najbardziej realnej.
Jeszcze tylko rzut oka na pałac w Karpnikach, pożegnanie z Sokolikami i powrót do Wrocławia. A dolinę na pewno jeszcze odwiedzimy, przecież tyle zostało do zobaczenia...









